www.FFII.org.pl

*  Strona główna

*  Konsultacje KE

*  Dla prasy

*  Stanowiska

*  Sprawa w mediach

*  Aktualności

*  Więcej informacji

*  10 powodów

*  O nas / Kontakt

*  Odnośniki


Sponsorzy
Investin sp. z o.o.
doradztwo europejskie


Valid HTML 4.01!

Valid CSS!

Nie dla patentw na oprogramowanie


[ Powrót do strony z wybranymi stanowiskami ]

Berlin, 12. Marca 2002
JÖRG TAUSS
Członek Niemieckiego Bundestagu
Przewodniczący Podkomisji ds. Nowych Mediów

Federalny Minister Sprawiedliwości
Prof. Dr. Herta Däubler-Gmelin

Patentowanie oprogramowania - Opracowany przez Komisję Europejską projekt dyrektywy

Szanowna Pani Minister

Komisja Europejska przyjęła 20 lutego 2002 długo oczekiwany projekt dyrektywy dotyczącej patentowalności programów komputerowych. Jak Pani wie ta kwestia była w ciągu ostatnich miesięcy i lat przedmiotem ożywionych dyskusji. Także Podkomisja Nowych Mediów Bundestagu, wraz Komisją Prawną, przeprowadziła 26 czerwca 2001 publiczne przesłuchanie cel poinformowania się na temat szans i niebezpieczeństw związanych z rozszerzeniem patentowalności oprogramowania. Streściliśmy wynikające z tego przesłuchania krytyczne uwagi i przekazaliśmy je zgodnie z procedurą przewodniczącemu Komisji Prawnej (załacznik). Również Nadzwyczajna Komisja " Globalizacja gospodarki - wyzwania i reakcje" zajmowała się problemem narastającej monopolizacji wiedzy i ostrzegła przed negatywnymi konsekwencjami zawężonego interpretowania zasad TRIPS. Dziedzina oprogramowania była wymieniana obok ochrony zdrowia, rolnictwa i kwestii wyżywienia jako negatywny przykład tej tendencji.

Z powody tych problemów sama Pani określiła jako przedwczesną proponowaną na konferencji europejskiej w listopadzie 2000 zmianę Art.52 Europejskiej Konwencji Patentowej. Obecnie, kiedy po długich sporach między dyrekcjami generalnymi Rynku Wewnętrznego, Konkurencji i Społeczeństwa Informacyjnego opracowano projekt dyrektywy COM(2002)92, ta debata znów zyskuje na dynamice. Bez wchodzenia teraz w szczegóły, trzeba stwierdzić, że propozycja ta budzi wątpliwości. Jest co najmniej irytujące, że końcowy tekst w swych zasadniczych punktach jest identyczny z tekstem który od pewnego czasu krążył, a którego autorem jak się przypuszcza jest prawnik z Business Software Alliance. BSA jest grupa lobbistyczną dużych wytwórców oprogramowania - przede wszystkim Microsoftu - którzy do tej pory mniej zajmowali się zasadami prawa patentowego, a bardziej forsowaniem w skali międzynarodowej swych gospodarczych interesów. Dlaczego Komisja Europejska przyjmuje propozycję grupy interesów jako własną, jest sprawą innej dyskusji. Z punktu widzenia politycznego następujące kwestie uważam za kluczowe:

  • Należy odrzucić przyjęcie w Europie praktykowanych obecnie w USA zasad patentowania oprogramowania ze względu na negatywne doświadczenia amerykańskie. Wytyczenie europejskich zasad wydaje mi się nie tylko możliwe i właściwe, lecz także brane pod uwagę w Brukseli.

  • Obecną legalnie wątpliwa praktykę Europejskiego Urzędu Patentowego należy poddać przeglądowi, a nielegalnie udzielone patenty unieważnić. Mówienie w tej sytuacji o "tworzeniu pewności prawnej w oparciu o dotychczasową praktykę" jak proponuje dyrektywa wydaje się co najmniej dziwne. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że EUP udzielił do tej pory wielu wątpliwych patentów, których nie należy legalizować bez dokładnej weryfikacji. Próba tworzenia pewności prawnej na bazie błędnych decyzji nie wydaje mi się właściwą drogą postępowania.

  • Poprzez dopuszczenie do patentowania oprogramowania szkodzi się alternatywnym ścieżkom rozwojowym. Szczególnie wolne oprogramowania, takie jak najczęściej stosowany serwer Apache i system operacyjny Linux nie miałoby takich możliwości jak obecnie. Odnosi się wrażenie, że lobbing w Brukseli okazał się dla monopolisty środkiem pomocnym do pozbycia się najważniejszych konkurentów. Nie możemy z jednej strony promować stosowanie wolnego oprogramowania, które z wielu powodów, przede wszystkim bezpieczeństwa i kosztów jest atrakcyjne szczególnie dla sektora publicznego, a z drugiej strony blokować rozwój tego głównie europejskiego sposobu tworzenia oprogramowania i pozostawiać pole amerykańskim firmom przez rozluźnianie wymogów patentowalności.

Patentowalność oprogramowania ma wpływ na zasadnicze kwestie przyszłego rozwoju społeczeństwa wiedzy i informacji gdyż ciągle zwiększać się będzie znaczenie elektronicznych środków informacji i komunikacji, jak i całej infrastruktury telekomunikacyjnej. Jeśli w dalszym ciągu będziemy pozwalać by powiększały się wpływy monopoli na decydujące ogniwa tej infrastruktury, które znajdą się w ten sposób poza działaniem ogólnie obowiązujących zasad społecznych nie powinniśmy się dziwić że nakierowane w sposób naturalny na zysk decyzje amerykańskich przedsiębiorstw będą także określać możliwości i rozwój europejskiego społeczeństwa informacji i wiedzy oraz związanego z nim przemysłu. Przejawy jaki to może przybrać obrót widać już dzisiaj. Oto trzy przykłady. Wniesiono roszczenia - oczywiście w USA - o stosowanie hiperlinków, właściwie najważniejszego środka poruszania się po internecie. Wszyscy którzy naruszają ten patent - jak wniesiono do sądu - powinni za każde klikniecie myszą przekazywać opłaty licencyjne jednemu uprawnionemu podmiotowi. Drugie roszczenie dotyczy kopiowania plików przy pomocy internetu. Za każde pobranie pliku, czy to z nagraniem muzycznym, czy z programem należałoby uiścić opłatę uprawnionemu przedsiębiorcy tylko dlatego że jako pierwszy udał się z tą metoda do urzędu patentowego, choć wielu innych stworzyło jej podstawy, a do tej pory miliardy razy stosowano ją swobodnie. Trzecim przykładowym przypadkiem jest rozstrzygnięty ostatnio po 3 latach na drodze pozasądowej spór dwóch przedsiębiorców, który w 1999 rozpoczął się jako spór o wynalezienie metody jednego kliknięcia. Chodzi o metodę, która pozwala klientom internetowych sklepów on-line zamawianie właśnie pokazywanego produktu za pomocą pojedynczego kliknięcia. W konsekwencji właściciel patentu wielokrotnie żądał od konkurentów, by u nich były konieczne co najmniej dwa kliknięcia, bo inaczej naruszają jego prawa. I w tym razem postęp innowacyjny jest więcej niż wątpliwy, a walka o uzyskanie jakiejkolwiek przewagi konkurencyjnej więcej niż wyraźna. Podobieństwo do sytuacji ujawnionych w czasie dyskusji o patentach biotechnologicznych jest narzucające się. Także w tym przypadku należy postawić pytanie, jaki jest nadzwyczajny wkład do postępu tych przedsiębiorców, by przysługiwał im tak daleko idący i długotrwały monopol stosowania. Komisja Europejska w gruncie rzeczy uchyla się od odpowiedzi na bardzo polityczne pytanie: Co właściwie powinno być patentowalne i jakich granic nie należy przekraczać? Do dziś nie ma odpowiedzi, czy trzy przytoczone wyżej amerykańskie patenty mogłyby być udzielone także w Europie, czy też nie. EUP, na co chce jeszcze raz zwrócić uwagę, do tej pory udzielił tysięcy patentów, które poziomem wynalazczym nie wyróżniają się od przytoczonych przykładów, co czyni je bardziej niż wątpliwymi.

Komisja Europejska pomija zasadniczy problem debaty o patentowalność oprogramowania. Brzmi on, czy i na ile zgodnie z ogólnymi regułami patentowania oprogramowanie może stanowić wynalazek i czy rzeczywiście należy ono do dziedziny techniki - bo stosowanie prawa patentowego ogranicza się do techniki. Wynalazki rozumiane jako znaczne poszerzenie społecznej umiejętności rozwiązywania problemów technicznych nie są osiągalne ani przez rutynowe działania, ani nawet udatne stosowanie dotychczasowej wiedzy i znanych metod, lecz są czymś więcej, gdyż są postrzegane przez fachowców jako niezbliżone do tego co znane. Technika rozumiana jako umiejętność świadomego działania wykorzystującego panowanie nad siłami przyrody celem osiągnięcia zamierzonego celu (jak twierdzi Sąd Najwyższy RFN) rzecz oczywista wymaga odniesienia do fizyczności. Jej już nie ma w dualnym (Hardware/Software) świecie IT. To uniwersalna maszyna von Neumana (dziś nazywamy ja komputerem) uczyniła oba obszary niezależnymi i umożliwiła usamodzielnienie ich dróg rozwojowych. Każdy program (jako zalgorytmizowana logika) może być uruchomiony na dowolnej maszynie (jako fizycznym odpowiedniku logicznych przekształceń) bez względu na stosowany język oprogramowania, czy stosowany procesor rozkazów - gdyż jest on niezależną do wykorzystanej logiki uniwersalną maszyną obliczeniową. Z tego powodu działanie oprogramowania jako pozbawione spontaniczności i określone cechami medium tekstowego podlega raczej regułom logiki niż prawom przyrody. Jednakże w Art.3 dyrektywa żąda od państw członkowskich by tak zwane zaimplementowane w komputerze wynalazki traktować jako należące do techniki i w ten sposób opowiada się za ich patentowalnością - powody tego mającego daleko idącego konsekwencje uregulowania nie są jasne.

Niezależnie od tego jak sporna jest w obszarze prawa kwestia patentowalności tworów logicznych i z punktu widzenia potrzeb polityki innowacyjnej w sferze oprogramowania odpowiedź jest negatywna. Nie powinniśmy bowiem tracić z pola widzenia zasadniczego celu: dążymy do rzeczywistego umiędzynarodowienia sfery IT i zmiany - zdominowanego przez Amerykanów - jej monokulturowego charakteru. Europa ma wielką szansę podołania temu wyzwaniu poprzez budowę w oparciu o projekty Open Source zasadniczych elementów swojej infrastruktury IT. Tej szansie nie należy zagrażać, poprzez jednostronną, zorientowaną na interesy wielkich (amerykańskich) koncernów i ich prawniczych pomocników treść dyrektywy. Bo przytaczając słowa prof. Plattnera, szefa najlepszej niemieckiej firmy software'owej SAP: "By odnosić sukcesy na rynku oprogramowania nie potrzeba żadnych patentów software'owych. Te patenty się przydają, a nawet są niezbędne gdy przychodzi się spierać z agresywnymi amerykańskimi firmami w amerykańskich sądach. Ale i tam nie chodzi o patenty na wynalazki, lecz o wykorzystywanie istniejących możliwości prawnych celem zdobywania rentierskich dochodów i wypychania konkurentów z rynku." Nie ma konieczności - wbrew temu jak się to często przedstawia - wprowadzenia tych stosunków do Europy. Nie wymaga tego TRIPS, ani negocjowany właśnie pod auspicjami WTO nowy traktat patentowy - nie ma w nim mowy o patentowalności oprogramowania. Nikt nie zamierza kwestionować uznanych międzynarodowo ogólnych zasad patentowych. Jestem przekonany, że oprogramowanie nie podlega określonym nimi regułom, a patentowalność oprogramowania prowadziłaby do negatywnych makro- i mikroekonomicznych skutków.

Dyrektywa nie jest bynajmniej niepotrzebna. Wprost przeciwnie, jest ona nawet niezbędna dla dania rozstrzygającego sygnału co do właściwego kierunku postępowania. Wymaga to jednak przeprowadzenie zasadniczych zmian w dotychczasowym projekcie. Dlatego w całości popieram uwagi krytyczne pochodzące z Francji, a także z Federalnego Ministerstwa Gospodarki i mam nadzieję że i Pani przyłączy się do pracy nad poprawieniem i uklarownieniem tekstu.

Licząc na Pani przyszłe poparcie w oczekujących nas kontrowersyjnych dyskusjach,

pozostaję z szacunkiem,

JÖRG TAUSS

[ Powrót do strony z wybranymi stanowiskami ]

www.FFII.org.pl

Góra